wtorek, 23 stycznia 2018

48. Pewerszyn

           – Co lubisz w seksie? – Pyta mnie.
– Delikatny, waniliowy seks.
– Niedobrze. Ja lubię na ostro. Jakieś kajdanki, pozycja 69, łańcuchy, trochę sado-maso. Myślę, że polubisz te klimaty, jak pokażę Tobie co nieco. Będziesz jęczał bez opamiętania i prosił o więcej.
 
Tak, to ten sam facet z poprzedniej notki. :D

Buziaki!!!

poniedziałek, 22 stycznia 2018

47. Hałskiper

                     Niespodziewałem się, że na pierwszej randce jeden gej do drugiego mówi, co będzie robił w ich związku (dodam tylko, że rozmowa trwała dobrą godzinę, a facet opowiadał, że tworzymy już związek).

– Podobasz mi się. A ja Tobie?
– Ty też mi się podobasz. – Odpowiadam.
– Cieszy mnie to, przystojniaku. Umiesz gotować?
– Tak, jakieś proste dania.
– Coś jeszcze domowego?
– Sprzątanie, prasowanie, pranie, umiem wszystko, oprócz takich rzeczy jak majsterkowanie. Nienawidzę robótek ręcznych.
– To dobrze, ustalmy coś w naszym związku. Ja zarabiam na dom, a Ty w nim siedzisz.
– Chwileczkę. Chyba się nie zrozumieliśmy. Ja nadal chcę pracować.
– To niemożliwe. Ja muszę mieć codziennie przygotowany obiad, a poza tym kto będzie prasował mi ubranie do pracy, prał rzeczy, sprzątał mieszkanie?
– Dobrze, ale nie możemy najpierw tak chodzić na randki? Poznawać się wzajemnie?
– Ja już jestem na to za stary. Mam trzydzieści siedem lat. Potrzebny jest mi ktoś do domu, a nie randkowanie mi w głowie.

Mówił to najzwyczajniej w świecie bardzo poważnie. Tak, jeszcze w dzisiejszych czasach można znaleźć mężczyzn, którzy traktują drugich facetów bardzo przedmiotowo. Jak kurę domową. Wszystko ma być gotowe, aż pan przyjdzie z pracy, a wieczorem jeszcze mistrzowsko dać dupy, bo jak nie, to przecież może sobie poszukać innego zainteresowanego. Ja wszystko rozumiem lub staram się zrozumieć, ale nawet jeśli ktoś byłby chętny tworzyć taki związek, to jednak pierwsze spotkanie to zdecydowanie za wcześnie na takie deklaracje.
 
Buziaki!!!

niedziela, 21 stycznia 2018

46. Płomenad dans

                  Okres studniówek czas zacząć, mniej więcej, za sto dni wielu uczniów będzie podchodziło do egzaminu maturalnego. Zawsze trzeba znaleźć dobrą okazję na zabawę. Osobiście nie byłem na własnej studniówce, po co robić z siebie idiotę. Klasa w żaden sposób nie była ze sobą zgrana, doszło do kilku nieprzyjemnych incydentów między kilkoma osobami, nie miałem ochoty bawić się w takim, jakże dobranym towarzystwie, w gronie ludzi, którzy między sobą nie pałają nawet cieniem sympatii. Nie żałuję braku obecności na studniówce, bo ja ogólnie nie jestem typem imprezowicza. Jakieś kluby, dyskoteki, melanże i te sprawy to nie dla mnie. To samo z alkoholem. Cały czas na trzeźwo. Ale jak to niektórzy mówią "nie ufaj ludziom, którzy nie piją alkoholu". Zabawni są niektórzy, co wymyślają takie sentencje. :D Z perspektywy czasu wiem, że podjąłem dobrą decyzję. Po prostu pierdolę takie imprezy, w ogóle jakąkolwiek zabawę. Jakoś sztywnie i/lub sztucznie się czuję, miałem okazję być w dawnych czasach na kilku imprezach i nie zachwyciły mnie. Kolejny punkt mogę sobie dopisać, że jestem bardziej kosmitą niż człowiekiem. Toż to "super radocha", napić się i być później skacowanym lub mieć momenty, kiedy film się urywa. Teraz tak samo, nie poszedłbym. Już wszystko pomijając, nie miałbym po prostu z kim pójść. Brak partnera do towarzystwa to niewątpliwie duża strata. Jak dobrze, że omijają mnie wszelkie śluby, wesela  i inne wielkie uroczystości rodzinne. Nie muszę świecić oczami, że sam przyszedłem, albo tłumaczyć się, lub też słuchać rad innych, jak to szybko można znaleźć kobietę i że trzeba wreszcie się ustatkować, bo jeszcze trochę i same dobre partie będą zajęte. Dziękuję, wysiadam.

Buziaki!!!

Ekstra

                   Uwaga! Poniższa notka była pisana pod wpływem emocji.
 
Za każdym razem, gdy próbuję zaufać ludziom, wróć, mężczyznom, to dobitnie po chwili los lub geje pokazują mi, że jednak nie warto. Jakieś pół miesiąca temu napisałem odpowiedź na anons czterdziestodwuletniego faceta z Iso Kaupunki, który szukał po prostu znajomego, a jeżeli się uda, to nawet zakłada związek w niedalekiej przyszłości. Po jednym dniu mężczyzna odezwał się na adres mailowy, wymieniliśmy się zdjęciami i rozpoczęła się korespondencja. Pytał między innymi, jakiego partnera szukam. Po trzech dniach wymiany maili, zaproponował spotkanie. Zgodziłem, akurat nazajutrz był weekend. Nadeszła sobota, rano, kilka minut po siódmej upewniam się, czy nasze spotkanie jest aktualne. Dostaję pozytywną odpowiedź. Pisze jeszcze raz, po dziesiątej z przeprosinami, że pomimo wolnego dnia w pracy, wezwali go pilnie do roboty. Głupi Karmel nie pomyślał, że coś tu zaczyna śmierdzieć, nie zapaliła się u niego lampka ostrzegawcza. OK, skoro jest mus iść, to spotkamy się przy najbliższej możliwej okazji. Minął tydzień, kolejna propozycja spotkania, znowu w sobotę, tym razem to ja wyszedłem z inicjatywą. Biedaczek odmówił, bo miał jechać w delegację dwudniową. Myślę sobie, zdarza się. Znowu mu uwierzyłem. Przez ten czas rzadko wymienialiśmy się mailami, generalnie więcej wiadomości jest na temat umawiania się na spotkanie niż poznawania się. Nadchodzi kolejny weekend, obecny. W połowie tygodnia proponuję spotkania. Facet zgadza się, bo ma wolne dni. Spotkanie znowu ma być w sobotę, czyli wczoraj. Umawiamy się w południe w centrum miasta.
 
Jeszcze rano dostaję od niego maila z zapytaniem, o której godzinie się widzimy, odpowiadam, o tej i w tym miejscu. Nie otrzymuję już zwrotnego potwierdzenia. Myśląc, że wszystko jest jak w najlepszym porządku, wsiadam w pociąg i jadę z mojego miasteczka, Pieni Kaupunki do Iso Kaupunki. Podróż trwa około dwie godziny. Jak to bywa, zdarzają się opóźnienia na kolei. Jakieś pół godziny drogi od miasta, w którym mamy się spotkać, wysyłam SMS, że mogę się spóźnić i by na mnie zaczekał. Widzę, że wiadomość została doręczona. Mija minuta, dwie, trzy, dziesięć, itd. Brak odpowiedzi. Że też wtedy mnie nie wzięło, bym zadzwonił. No nic, myślę sobie, że odczyta wiadomość.
 
Wysiadam z pociągu, gnam jak oszalały, docieram na umówione miejsce i... nie ma takiego mężczyzny! Nikt nie stoi, nie czeka. OK, spokojnie, myślę sobie. Przecież by Ciebie nie wystawił do wiatru. Widział Twoje zdjęcie, podobałeś mu się. Wchodzę na skrzynkę pocztową i wysyłam maila, że czekam. Myślałem, że kurwica mnie tam na miejscu weźmie. Mijały kolejne minuty, a chuj się nie pojawiał. Postanowiłem zadzwonić do niego. Rychło w czas. I co? No oczywiście, pierdolona poczta głosowa się załączyła. Myślałem, że wyjdę z siebie i stanę obok. Jakim to trzeba być palantem, by nie przyjść na spotkanie, nawet na godzinę czasu, doskonale wiedział, że zapierdalam z miasta, które jest oddalone od Iso Kaupunki o dwie godziny jazdy pociągiem. Nic to, poczekałem godzinę, nie pojawił się. Stałem jak kołek. Myślę jednak, że gdzieś mnie z boku zaobserwował, nie spodobałem mu się i postanowił, że nie podejdzie do mnie. Typowe zachowanie geja, który sam nie wie czego chce.
 
Pospacerowałem trochę po śródmieściu i wybrałem się w drogę powrotną. Podczas marszu spotkałem chyba z tysiąc zakochanych par w sobie, a i wiele gejowskich w tym. Usiadłem na siedzeniu w pociągu i łzy same zaczęły płynąć. Że też dałem się nabrać. Postanowiłem sobie coś. Widełki wiekowe obniżam do 37 lat, co trzeba mieć w głowie, by być po czterdziestce i tak się zachować, totalny pustostan umysłowy. Znowu utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma co ufać tak szybko. Dawno mnie nikt nie wystawił, naiwny sądziłem, że jak wymieniam się z kimś zdjęciami, to kto chętny, to się spotka. A tu dalej loteria. Przyjdzie, nie przyjdzie. Przejebana sytuacja. Zastanawiałem się w drodze powrotnej, dlaczego mam tak pod górę. Mogę wiele znieść, ale czy gra jest warta takiego upokarzania się, teraz nawet nie polizałem papierka po cukierku. Można sobie wpisać kolejną porażkę do pamięci. Trzeba chyba na poważnie przestać się łudzić, że cokolwiek osiągnę w moim, jakże pełnym i udanym, życiu uczuciowym. Przełknąć gorycz i przestać żyć w świecie fantazji. Wiem jedno, jeżeli bym był dzieckiem w domu dziecka, które czeka na adopcję, to bym się tego nie doczekał, nikt by mnie nie chciał. Patrzyłbym w oknie, jak kolejne dzieci są zabierane do szczęśliwych domów.
 
Czy jestem złym człowiekiem? Dlaczego los mnie tak karze. Nieodpowiedzialny dupek. Pizda, a nie facet. Nie miał odwagi się spotkać. Humor i nastrój mi zjebał na cały dzień. To paskudne uczucie, gdy czekasz na kogoś, a ten drugi robi Cię w chuja. Nie wiem, czy wierzyć gejom, czy nie. Nie mam z tego nic dobrego, tylko cierpienia. Nie mogę, kurwa, no nie mogę, że mnie wystawił. Nie wiem, co robić. Szukać dalej kogoś, czy dać sobie spokój z tym i zamknąć się na zawsze w samotni. Wiem, że wtedy nikt mnie nie skrzywdzi. Mam mieszane uczucia, chciałoby się kogoś poznać, kto byłby drugą połówką, ale za dużo tych negatywnych doświadczeń. Co mi z tego, że przykładowo pięciu facetów napisze mi, że jestem fajny, że chcieliby mnie schrupać, jak jeden chuj potrafi to wszystko zjebać i samoocena leci w dół, bo nie wiadomo co myśleć na swój temat. Ach, ta moja pierdolona wrażliwość, zjebany charakter, przejmować się dostaniem kosza, to miało być zwykłe spotkanie zapoznawcze, nawet tylko do znajomości ewentualnej, a ktoś tego nawet nie spróbował mnie poznać w ten sposób. Niech się pierdoli, jego strata, na pewno pozna kogoś lepszego, niech mu będzie.
 
Buziaki!!!

sobota, 20 stycznia 2018

45. Der'z noł hołm for ju hił

         – Cześć! Szukam seksu. A Ty? – Zagaja jakiś facet.
– Właśnie odpowiedziałeś na anons mężczyzny, który szuka docelowo związku, nie seksu.
– To co tu robisz na tej stronie?
– A co, nie wolno mi dać ogłoszenia o takiej treści?
– No wolno, ale tu się szuka na seks raczej.
– Niech każdy szuka na co chce, poza tym to anonse o różnych treściach, nie tylko na seks.
– Znajdź sobie inny serwis.

Nie wiem czy słusznie, ale mam wrażenie, że geje i biseksualiści są jeszcze bardziej rygorystyczni w nakładaniu innym osobom racji niż robią to hetero. Co to, kurwa, kogoś obchodzi, że sobie dałem ogłoszenie takie, a nie inne? Nie chcesz, to nie czytaj i nie wchodź, nikt Ci nie każe, już po samej nazwie anonsu, mógłbyś odpuścić i po prostu kliknąć w inne, interesujące Ciebie ogłoszenie. Ale nie, trzeba się przypierdolić i napisać swoje dyrdymały. Sami, jako LGBT, oczekujemy tolerancji od pozostałych grup społeczeństwa, a jesteśmy tacy sami jak oni, w żaden sposób inni.

Buziaki!!!

piątek, 19 stycznia 2018

44. Rejnłboł Krismaz

                Wrócę jeszcze chwilę do ubiegłych świąt Bożego Narodzenia. Replika na swoim Facebook'owym profilu prawie miesiąc temu ogłosiła akcję "Tęczowe święta". Celem było pokazanie jak największej ilości zdjęć par jednopłciowych: lesbijskich i gejowskich, które razem spędzają święta. Fajnie było tak pooglądać szczęście innych osób. Z drugiej strony, sama z siebie, zapaliła się lampka o nazwie Tęsknota. To dziwne uczucie. Przecież nie znam stanu, kiedy człowiek jest z drugim człowiekiem w związku. Mimo to, dla mnie nieznane, okazało się być powodem do zastanowienia się, co by było, gdybym miał jakieś doświadczenie w tej kwestii.
 
Wiadomo, nie ma co za bardzo gdybać. Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby tak z kimś spędzać święta. W bajecznej atmosferze, wiedząc, że jest ktoś, kto kocha Ciebie ze wzajemnością, że można się do kogoś przytulić, a nie do zimnej poduszki. Ktoś, kto jest tęczą na zachmurzonym niebie, promykiem nadziei. Rozmarzyłem się. Nie powinienem jednak oglądać takich zdjęć. Wtedy z potrójną siłą przychodzi nieświadomie myśl, że jednak coś w tym życiu nie wyszło mi do końca. Inni są w wieloletnich związkach, a ja idę przez ten świat w samotności. To dołujące uczucie, a najgorsze jest w tym wszystkim to, że wszelkie metody racjonalizowania sobie bycie samemu już nie działają. Po co się zbędnie oszukiwać i robić sobie złudne nadzieje.

Buziaki!!!

czwartek, 18 stycznia 2018

43. Dejz

                      2556. To nie jest żaden tajny szyfr do sejfu, klucz dostępu do zabezpieczenia rowerowego czy kod PIN do karty bankomatowej. Po prostu to mniej więcej liczba dni, odkąd jestem sam i samotny jednocześnie. Jak to policzyłem? Bardzo łatwo. Od obecnego wieku odjąłem osiemnaście lat, czyli okres w którym osiąga się pełnoletność. Wiem, że młodzież wcześniej sobie znajduje pierwsze miłości, ale niech będzie taka granica. Ta liczba rośnie z dnia na dzień. "Najlepsze" jest to, że nikt nie wie, do którego momentu będzie się zwiększać. Ja sam nie wiem. Nie robię z tej liczby jakiegoś dramatu, nie traktuję tego w rodzaju jakiejś swojej porażki życiowej. Wiadomo, różnie ludziom splatają się losy czy są narażeni na przeróżne doświadczenia, nie wszyscy piją miód na co dzień. Niektórzy mają łyżkę miodu w beczce dziegciu. Na co dzień staram się zrozumieć drugiego człowieka, jego postępowanie, dlaczego zrobił tak, a nie inaczej, co nim kierowało w danej chwili. Takie poznawanie jest bardzo seksowne. Czasem tylko dopada mnie uczucie przykrości, że w niektórych momentach swojego życia, niektóre sprawy i sytuacje potoczyły się w zupełnie inny kierunku, w jakim ja sam bym chciał. Człowiek sam mało zdziała, a ludzie jakimi się otacza wokół siebie, powodują, że albo ma motywację do działania, albo każdy dzień swojego życia jest nudny i taki sam, byle tylko dożyć starości i opuścić ziemię.
 
Buziaki!!!

środa, 17 stycznia 2018

42. Madnez in low

                  Napisał do mnie ostatnio czterdziestolatek. Chuj tam, że w ogłoszeniu jest napisany tytuł, że szukam docelowo do związku monogamicznego. Zagaja do mnie pytaniem "Kogo szukasz?". Tradycyjnie odpowiadam na pięć linijek, by nie było żadnych niedomówień. A on odpowiada mi tyle samo, tłumacząc niejako swoje zachowanie. Że on już nie szuka do związku, bo był w dwóch, szaleńczo zakochany, ale to minęło, nie z jego winy i teraz rozgląda się jedynie za jednorazowym seksem, niestety (te ostatnie słowa sam napisał). Przeprosił też, że zajął mój czas i pożyczył powodzenia. Zrobiło mi się go przykro, tak, wiem, ja i mój popierdolony, wrażliwy charakter. Zastanowiłem też się chwilę, korespondencja z nim skłoniła mnie do tego. Gdyby tak wykonać portret przeciętnego homoseksualisty, który szuka mechanicznego seksu na jeden raz, to kim tak naprawdę byłby taki mężczyzna? Czy skrzywdzonym przez los facetem? Czy zranionym przez innych gejów, gdzie kiedyś był w szczęśliwym związku, aż pewnego dnia wszystko się rozpierdoliło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Wszyscy mają na początku swojej drogi, jakieś plany i marzenia.
 
Każdy chciałby znaleźć swoją drugą połówkę. W przypadku homoseksualistów nie zdarza się to zbyt często. Lata lecą, człowiek robi się zgorzkniały i sfrustrowany swoją sytuacją życiową. Brakiem miłości. W większości przypadków zmienia się nie do poznania, postanawia być zupełnie innym człowiekiem. Ma już dość czekania na partnera. Pomimo wysiłków i starań, nic nie wychodzi. Tak zatraca się w jednorazowym seksie z przypadkowymi partnerami. Wydaje się szczęśliwy, ale to tylko pozory, iluzja. Smutne dosyć. Licznik wieku z każdym rokiem robi się coraz wyższy. Przychodzi refleksja, jak to by fajnie było spędzać czas z drugim człowiekiem tak na co dzień. Ale innego życia, poza jednorazową ustawką nie zna lub jego pamięć tak daleko nie sięga w przeszłość, jak to było dawniej. Niektórzy uważają, że homoseksualizm to stan umysłu, to dążenie tylko do seksu, bez wnikania w długotrwałe relacje. To coś niepoważnego, po co sobie tym zawracać głowę. Nieprzyjemny obraz.

Geje wolą takie relacje niż stabilne związki, bo nie chcą się angażować w coś, w co nie mają do końca pewności, że przetrwa wieki. Nigdy się takiej pewności nie ma. Ale próbować zawsze warto. Nawet po stu nieudanych próbach. Z drugiej strony, duża część homoseksualistów szuka związku, jednak chciałaby poznać idealnego faceta, który nie istnieje, z poczuciem humoru, wyglądem jak z żurnala, który cały czas daje adrenalinę. Mamy wagę. Na jednej szali taki właśnie facet, wyżej opisany, który nie gwarantuje poczucia stabilności i monogamii, z drugiej jego przeciwieństwo, przeciętny, niebrzydki, monogamiczny. Ten typ większość uważa za "flaki z olejem", nudziarza, przy którym życie nie będzie obfitowało w wiekopomne chwile. A lata lecą, partnera, jak nie było tak nie ma, geje wybierając pierwszego adoratora, przeżyją niezapomniane momenty, ale zostaną na lodzie, bo ich obiekt pożądania i miłości wybrał sobie nowego kandydata na dalszą drogę życia. Zjawia się refleksja, że lepiej jednak jest przy bezpiecznej, spokojnej przystani, na to już jest jednak o wiele za późno, bo drugi adorator również znalazł swoje szczęście, jak było, tak jest, ale czy będzie, nie wiadomo.

Buziaki!!!

wtorek, 16 stycznia 2018

41. Sadnez

                        Wakacje w pełni, a ja podchodzę do obrony pracy magisterskiej. Jeszcze tylko kilka godzin dzieli mnie od uzyskania tytułu magistra. Tak, wspomnienia mają to do siebie, że człowiek pamięta bardziej i więcej tych złych rzeczy oraz doświadczeń niż dobrych. Jeżeli ktoś ma inaczej, niech podniesie rękę do góry. Wraz ze mną na obronę oczekuje kilkadziesiąt osób z mojego roku. Każdy wchodzi zgodnie z wywieszoną listą, później czekamy jeszcze na oficjalne ogłoszenie wyników. Radości i satysfakcji nie ma końca, gdy okazuje się, że człowiek pnie się do góry w ścieżce edukacyjnej. Dobry nastrój mija tak szybko, jak się pojawia. Zostaje przykryty przez ponurą rzeczywistość. Gdy wkoło inni mają z kim świętować sukces. Z kolegami, koleżankami, mężami, żonami, narzeczonymi. Krótki telefonów do rodziców z informacją. I tyle. Szkoda, że zapomniałem przygotować sobie popcorn, by oglądać ten festiwal czułości i miłości. Spektakl oceniam tak na 7 w skali dziesięciostopniowej.

Tak, takie momenty dobitnie pokazują mi, gdzie jest moje miejsce w szeregu. Ja nie miałem z kim podzielić się radosną nowiną. Zabawne, niby wśród tłumu ludzi dookoła, a jednak czuję się jak jedyny kaktus na pustyni. Wszędzie piaski i wiatr, nic poza tym. Poczucie braku docenienia oraz braku partnera są na tyle silniejsze, że przykryły uśmiech z powodu obronienia się. Szara, ponura rzeczywistość. Na zewnątrz upał, słońce, lato w pełni. U mnie lodowato, zimno, ponuro. Byłem zadowolony, że udało mi się uzyskać tak upragniony stopień, ale brak miłości jak zwykle przykrył wszystko.

Z kilkumiesięcznej perspektywy, zastanawiam się, czy nie mam serca z kamienia lub pokrytego lodem. Trudno będzie potencjalnemu śmiałkowi, jeżeli taki się znajdzie, dostać się do niego. Rozkruszyć go i zmienić uczucia na ciepło. Mało komu chce się bawić w takie zdobywanie kogoś powoli. Zdałem sobie też sprawę, że jednak nadal gdzieś tam tli się u mnie ziarno zazdrości, gdy widzę inne czułe, zakochane pary. Jakieś wyobrażanie sobie wtedy, że ja też w niedalekiej przyszłości będę zakochany, to prowizorka, która nie działa długo. Nie da się wiecznie oszukiwać duszy. Myślałem, że ten etap jest już dawno za mną. Bo z obojętnością przechodziłem na ulicy na widok takich gestów, ale jednak znowu to boli. Myśl, że jest się samemu.

Może też mój umysł starał się nie zwracać na to uwagi, by nie robić sobie jakichkolwiek nadziei, po wcześniejszych doświadczeniach doskonale zdawał sobie sprawę, że poznanie kogoś wartościowego, kto odwzajemniłby nawet głupią przyjaźń, graniczy z cudem. Nie cieszy mnie moje wykształcenie, gdyby była możliwość zamieniłbym to na trwały związek z drugim mężczyzną. Albo na paczkę dobrych znajomych, z którymi świetnie można spędzać czas wolny. Mieć poczucie, że jest się przez innego człowieka docenionym lub potrzebnym dla kogoś. Być dla niego ostoją i opoką na dobre i złe czasy.

Ale to nie Simsy, tylko normalne życie, nie ma wyborów. Wiem, że to wydaje się komiczne, żałosne, a nawet dochodzi do granic absurdu. Co by nie pisać, to i tak jest mocno wryte we mnie, jak wdrukowane w płytkę. To już zawsze będzie się za mną ciągnęło, to nie jest kawałek życia, ale cała egzystencja. Ludzie nie znoszą prawdy, wolą żyć w kłamstwach, łudzić się, że jest tak, jak sobie wyobrażają. Los w jednej sekundzie potrafi pokazać, jak człowiek się bardzo myli.


Buziaki!!!
 
                                        

poniedziałek, 15 stycznia 2018

40. Miselejnez

                           Pod koniec stycznia Onet ma zamknąć swoją usługę blogów, o czym pisałem w notce 5. Baj, baj blog.onet.pl . Do tego grona ma w niedługim czasie dołączyć Wirtualna Polska, która postanowiła, że dłużej nie będzie utrzymywać swojej platformy blogowej Bloog i za dwa miesiące również pożegnamy blogi z WP. Cóż, właściciele tych portali mówią, że nie opłaca im się dalej utrzymywać blogów. No tak, co w naszym kraju się opłaca, nic. Pozostał Blogger i Wordpress. Agora również zrezygnowała z platformy Ludzie.gazeta.pl . To naprawdę koniec pewnej epoki w historii polskiego Internetu, smutne.

Ze spraw codziennych, przyziemnych. Loguję się wczoraj na onetowską pocztę. Wszystko jest w porządku. Mija kilka godzin, znowu się loguję na skrzynkę pocztową. Wita mnie informacja, że z "przyczyn bezpieczeństwa moje konto zostało zablokowane. Ustal nowe hasło." Świetnie, pierwszy raz stykam się z taką sytuacją, chociaż pocztę na Onecie mam pięć lat. Klikam link do ustalenia nowego hasła. Przeglądarka ładuje stronę w nieskończoność, mieli coś, po czym wypluwa komunikat o kodzie błędu. Czynność powtarzam z dziesięć razy, aż w końcu udaję mi się ustalić nowe hasło. W międzyczasie wkurwiam się na maksa, bo nie wiem, czy odzyskam dostęp do konta i ważnych maili. Wpisuję e-mail i nowe hasło, poczta odwdzięcza mi się komunikatem o niepoprawnych danych. Czekam pół godziny, aż systemy przyjmą nowe hasło i próbuję znowu. Udało się!

Gdzieś tak od kilku dni niezwykle ciężko idzie wprowadzenie nowego komentarza, nie tylko na mój blog, ale też na innych blogach. Kiedy napiszę komentarz, muszę minimum trzydzieści razy nacisnąć przycisk "Opublikuj", aż zareaguje i zacznie się publikowanie. Nie wiem, czy to wina przeglądarki, chyba spróbuję na innej przeglądarce wpisać jakiś komentarz.
 
Buziaki!!!